Wczoraj opisałem co warto zwiedzić w Óbudzie. Relacja była raczej sucha i spokojna, bo Óbuda nie wzbudza specjalnych emocji. Zupełnie inaczej jest z Budą. Ta część miasta jest interesująca na każdym kroku, jest barwna ciekawa, raz romantyczna raz surowa.

Swoją wyprawę po Budzie rozpoczynamy na Moszkva tér. Ta stacja metra znajduje się głęboko pod ziemią. Gdy tylko znajdujemy się na żwawo jadących schodach owiewa nas silny podmuch wiatru związany z różnicą temperatur i szybkim pędem wagonika metra w wąskim podziemnym tunelu. Wychodzimy, jest duszno i gorąco a to dopiero godzina 10 rano. Idziemy w kierunku południowym, w kierunku Várfok utca. Wspinamy się po schodach. Teraz skręcamy w Várfok utca, którą opuszczamy Plac Moskiewski.

Brama Wiedeńska

Droga pnie się powoli w górę. Wchodzimy na Ostrom utca i już po chwili widzimy Bramę Wiedeńską oraz wystający za nią kościół ewagielicki. Przechodzimy przez bramę. Tutaj zaczyna się najstarsza część Budy. Jesteśmy na Bécsi Kapu tér. Z radością chowamy się do cienia. Przy placu znajduje się kilka ciekawych budynków. Zaraz obok bramy mamy okazały gmach Węgierskiego Archiwum. Budynek jest wzniesiony w stylu neoromańskim. Naszą uwagę zwraca wzorzysty dach tego ogromnego gmachu. Postanawiamy wejść po schodach na Bramę Wiedeńską. Rozciąga się z  niej wspaniała panorama na Budę, Óbudę i otaczające je wzgórza. To też doskonałe miejsce na zrobienie sobie kilku romantycznych zdjęć (dopiero później się dowiemy, że to najmniej romantyczna część Budy :-) ).

Ruiny kościoła Marii Magdaleny

Zgodnie z radami przewodnika wchodzimy w wąską uliczkę obok Archiwum. Widzimy ruiny zabytkowego kościoła Marii Magdaleny. Był to jeden z najstarszych kościołów w Budzie. Niestety nie oszczędziła go zarówno wojna jaki w władze komunistyczne. Sam kościół był wzniesiony w stylu gotyckim, jak to nazwaliśmy w stylu gotyk à la Kraków. Jak się później przekonamy takiego gotyku nie zobaczymy już na Wzgórzu Zamkowym. Szkoda, ze z kościoła zachowała się tylko wieża. Wracamy przez Kard utca pod Bramę Wiedeńską.

Táncsics Michály utca

Skręcamy teraz w Táncsics Michály utca. Mijamy kilka przytulnych restauracji. Spoglądamy na barokowe fasady domów. Nic nie wskazuje na to, że jest to jedna z najstarszych żydowskich części Budy. Ulica jest cicha i spokojna. W domu o numerze 7 znajduje się muzeum muzyki. W tym budynku na początku XIX wieku przebywał Beethoven. Sielski klimat mija, gdy wchodzimy na Hess András ter. Kruluje nad nim brutalna bryła hotelu Hilton. Pobudowany w czasach komunistycznych hotel powstał na zgliszczach dawnego klasztoru, na co dowodem jest wmurowana w hotel gotycka wieża, w której dziś znajduje się kasyno. Od strony ulicy próbowano upodobnić hotel do sąsiednich kamienic, ale nawet niewprawne oko zauważy, że to ciało obce. Na Węgrzech do dziś trwa spór, czy lokalizacja tego hotelu jest odpowiednia.

Kościół Macieja i Baszta Rybacka

W oddali widać już biała bryłę neogotyckiego Kościoła Macieja. Jest on pokryty charakterystyczną, czerwono-żółtą dachówką. Zanim wejdziemy do jego wnętrza przyglądamy się budynkom znajdujące się przy niewielkim placyku przed Kościołem. Ciekawe miejsce. W kasach obok kościoła kupujemy bilety w cenie około 1000Ft i wchodzimy do kościoła. Pierwsze skojarzenia, jakie nam się nasunęło, to kościół Mariacki w Krakowie. Choć praktycznie cały kościół Macieja był budowany od nowa w drugiej połowie XIX wieku doskonale odtworzono w nim średniowieczny klimat. Pozbawiano jest on typowej dla neogotyku „baśniowości”. Tylko wprawne oko zauważy w ornamentyce wpływy wschodnie. W kościele znajduje się sarkofag króla Belli III. W środku panuje przyjemy chłód. Niestety musimy wyjść na zewnątrz. Za kościołem stoi wzniesiona również w XIX Baszta Rybacka. Jesteśmy zachwyceni. Kościół Macieja, Baszta Rybacka i pomnik św. Stefana tworzą piękną, gotycką całość. Jasny materiał, z którego wzniesiono budynki, jest jeszcze jaśniejszy w promieniach gorącego węgierskiego Słońca. W krużgankach przyczaiły się stoliki restauracji. Muzyka, grana przez kilkuosobową kapelę, dodaje jeszcze klimatu. Tłok jest nie miłosierny, ale i tak to piękne miejsce. Idziemy dalej. Wracamy na plac przed Kościołem Macieja. Skręcamy w lewo w Tárnok utca. Podziwiamy kamienice znajdujące się w pobliżu. Po drodze mijamy Muzeum Historii Medycyny. Dla mnie średnio ciekawe, ale może po prostu za dużo w życiu już widziałem ;-) . Lekko skręcamy w Szinház utca.

Zamek Królewski w Budapeszcie

Po woli zaczyna wyłaniać się bryła zamku (pałacu). Mijamy po lewej stronie teatr i pałac prezydencki. Po prawej mijamy teren wykopalisk archeologicznych za których mamy piękny widok na wzgórza otaczające Budę od zachodu. Jesteśmy na Szent György ter. Rozciąga się z niego przepiękny (według mnie najpiękniejszy) widok na Peszt. Wspaniale widać budynek parlamentu. Z tego miejsca można zjechać kolejką na dół. Tylko po co, skoro mamy iść do zamku. Jak ktoś che poczytać o historii zamku w Budzie odsyłam do Wikipedii. To co warto zobaczyć, to Węgierskie Muzeum Narodowe (jeśli jeszcze ktoś ma siłę i ochotę oglądać obrazy) oraz Muzeum Historii Budapesztu (można wówczas wejść do średniowiecznej, trochę tajemniczej części zamku). Po obejrzeniu jeszcze Lwiej Bramy i fontanny możemy uznać, że zwiedziliśmy całe Wzgórze Zamkowe.

Tabán

Warto też spojrzeć na malutki turecki cmentarz znajdujący się na południowo-wschodnich zboczach Wzgórz Zamkowego (współrzędne GPS: 47.493824,19.042407) . Na cmentarzyk składa się zaledwie kilka niewielkich nagrobków zwieńczonych rzeźbionymi turbanami. Dla osób, które już kiedyś widziały coś takiego nie będzie stanowiło to wielkiej atrakcji. Schodzimy do dzielnicy zwanej Tabán‎. W okresie międzywojennym była to jedna z najbiedniejszych dzielnic Budapesztu (a równocześnie miejsce spotkań artystów) i jak to zwykle bywa z takimi dzielnicami, uznawano ją za wylęgarnie przestępców. Było to oficjalną przyczyną wyburzenia dużej części tej dzielnicy. Dziś jest to cicha i spokojna dzielnica. Można znaleźć tu kilka restauracji.

Góra Gelerta

Ostatnią atrakcją, jaką odwiedzimy w Budapeszcie jest Wzgórze Gelerta. Zaczynamy trasę w pobliżu Mostu Elżbiety, u stóp wodospadu. Na wzgórze prowadzi kilka ścieżek. Powoli, spacerowym krokiem, pniemy się w górę. W końcu jesteśmy na szczycie. Co nie którzy odwiedzają muzeum znajdujące się w cytadeli. Inni delektują się wspaniałą panoramą Budapeszt. Na szczycie można kupić pamiątki, zrobić zdjęcia i poczuć przyjemy powie wiatru. Jest już wieczór i pora schodzić na dół. Najwytrwalsi odwiedzają kościół skalny, ale wszyscy zgodnie przyznają, że nie jest on warty większej uwagi.

Buda nocą.

Nastaje zmrok. Buda jest o tej porze cicha i spokojna. Turyści zniknęli. Wracamy autobusem nr 16 w okolice Kościoła Macieja. Wszędzie cisza, spokój. Baszta Rybacka jest jeszcze bardziej romantyczna niż w dzień. Miejsce w sam raz aby się oświadczyć ;-) . Spotykamy zaledwie 3 grupy Włochów. Upojeni pięknymi widokami oraz spaleni słońcem wracamy do hotelu.