Paryż jest bardzo chętnie odwiedzany przez turystów i można w nim spędzić wiele dni. Z tego powodu wiele okolicznych, interesujących miejsc jest „zapomnianych”. Do stolicy Francji jeżdżę co jakiś czas służbowo, byłem w nim już wielokrotnie. Z tego to powodu w trakcie ostatniej wizyty powiedziałem dość. Wynająłem hotel w okolicach Orsay (dojeżdża tam RER B), a od moich francuskich znajomych pożyczyłem rower.

Samo Orsay to bardzo miłe miejsce. W okolicach jest sporo lasów, obiektów sportowych, ścieżek. Można więc wolny czas spędzić aktywnie i na świeżym powietrzu oraz odpocząć od paryskiego zgiełku.

Jeden dzień wolnego postanowiłem wykorzystać na wycieczkę wzdłuż małej rzeczki Yvette. Przepływa ona między innymi przez Orsay. Od jej nazwy wzięła się nazwa kilku miejscowości, np. stacji RER B: Bures-sur-Yvette i Gif-sur-Yvette.

Początek podróży jest prosty, jadę gładką ścieżką wzdłuż Yvette. Po drodze przejeżdżam przez największy kampus uniwersytecki we Francji należący do Université Paris-Sud 11. Swoją drogą nie wygląda on dużo lepiej niż polskie kampusy akademickie. W Gif-sur-Yvette robię mały postój. Jest to małe, ale bardzo klimatyczne miasteczko. Największym zabytkiem jest średniowieczny kościół. Ważnym obiektem jest też Château de Button (wzniesiony przez architekta Ludwika XV w stylu klasycznym), obecnie należy do Francuskiej Akademii Nauk. Jadąc dalej wzdłuż Yvette mijam kilka boisk. Ścieżka się niestety kończy. Trzeba wjechać na drogę. Skręcam w prawo i docieram do skrzyżowania z Rue de Paris – główną drogą prowadzącą do Saint-Rémy-lès-Chevreuse. Jest ona dość ruchliwa, więc pedałowałem co sił w nogach, aby zjechać do tego miasteczka. Chociaż moi francuscy znajomi twierdzili, że jest ono ciekawe, zachowało klasyczny, średniowieczny układ to ja nie byłem zachwycony.

Wracam ma główną drogę, ale ruch już tutaj jest mniejszy. Moim celem jest też Chevreuse oraz znajdujący się tam zamek. Wznosząca się monumentalnie na skraju wzgórza twierdza okazale prezentuje się już z daleka. Aby dotrzeć do Château de la Madeleine skręcam w prawo w Chemin de la Butte des Vignes i pokonuję stromy i długi podjazd. Piękna, kamienna twierdza robi na mnie wrażenie. Przyjechałem trochę za wcześnie i czekam, na jej otwarcie. Trochę czuje się jakbym czekał pod zamkiem krzyżowców. Spod zamku rozciąga się widok na leżące w dole Chevreuse oraz całą dolinę Yvette. W końcu o 12.00 mogę wejść na obszerny dziedziniec. Surowe, kamienne, porośnięte mchem, pozbawione ozdób mury robią wrażenie i mają coś z tajemniczości. W środku jest niewielkie muzeum, związane z regionalnym parkiem przyrodniczym (odpowiednikiem polskiego parku krajobrazowego). Ze smutkiem opuszczam te zamczysko. Sprowadzam rower po kamiennych schodach.

Po wejściu do miasta prawie od razu trafiam na kościół św. Marcina z XII wieku. Nie spodziewałem się zobaczyć tak ciekawej budowli. Mroczne wnętrze może być doskonałym przykładem budownictwa romańskiego. Grube ściany, nie wielkie okna wspaniale wyciszają odgłosy ulicy. Zaskakuje mnie dziwne, krzywe prezbiterium. Idę na rynek. Tutaj po prostu oddycha się średniowieczem. Chevreuse bardzo miło mnie zaskoczyło. Po prawie dwóch godzinach spędzonych w tym średniowiecznym miasteczku wyruszam dalej.

Teraz podziwiam głównie lasy i piękne zielone pola. Jadę w kierunku Dampierre, w którym wznosi się pałac (Château de Dampierre). Choć miasteczko jest małe, ale ma wszystko to co francuskie: murowany, nie tynkowany kościół, pałac w stylu klasycznym i kafejki przy głównej drodze. Ja jednak wolę dalej jechać przez pola i lasy w kierunku malutkiej miejscowości Yvette, w którym swoje źródła ma Yvette. Świeże powietrze pozwala się w pełni zrelaksować. W pobliżu źródeł znajduje się niewielki pomnik Yvette.

Wracam do hotelu tą samą drogą. Urozmaicony, pagórkowaty teren, ciekawe widoki powodują, że cała podróż powrotna jest bardzo przyjemna, choć nie robię już nigdzie postojów.

Cała wycieczka zajęła mi większą część dnia. Uznaję ją za bardzo ciekawą. Pozwoliło mi bardzo odpocząć od paryskiego zgiełku i trochę przenieść się do innej, ciekawszej Francji. W końcu zobaczyłem Francję taką, jaką sobie ją wyobrażałem przed pierwszym wyjazdem do tego kraju.